Rock nie jest tylko wydarzeniem. Jest sposobem myślenia i przeżywania świata. Jest próbą zrównoważenia ducha i ciała. To bardziej wiara niż umysł, w to, że istnieje miejsce, w którym niewinni i nieskrępowani, możemy cieszyć się kawałkiem własnej ziemi.

Wino to siła, wino to pragnienie, wino to przyjaźń ze światem, innym człowiekiem, sobą samym. Wino to muzyka, którą można powąchać, dotknąć i połknąć. Wino to myśl, której nie da się utrwalić, ale można powtórzyć. Wino to brzeg oceanu, który można przybliżyć do ust.

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FAY. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą FAY. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 kwietnia 2012

Czerwone wino przy czarno-białym filmie

Przy czym wino smakuje najlepiej? Przy muzyce, rozmowie... Z pewnością. Ja ostanio piłem świetne nebbiolo przy "Żyć własnym życiem" Godarda, klasyka <<Francuskiej Fali>>. Długie rozmowy, twarze bohaterów, i nowatorski montaż oraz język filmu. Niby urywki, sceny z życia, tu przedstawione w 12 odsłonach, jak sam podtytuł wskazuje. Lekko malinowe, wiśniowe i ładnie wyciągnięte przez dobrą kwasowość nebbiolo od Sandro Faya, idealnie złączyło się z poetyką filmu Godarda i dramatyzmem losów głównej bohaterki, która chce "życ własnym życiem".  Bowiem tak jak wolność na którą decyduje się Nana, tak wino otwiera swe właściwości, i z każdym łykiem smakuje  inaczej. Tak jak życie bohaterki. Choć historia kończy się absurdalnie tragicznie, to każda z odsłon filmu ma swój smak, swoje znaczenie. A właśnie tego potrzebuje dobre wino, nieustannych miniatur, które po cichu eksplodują i gasną pozostawiając niedosyt... Piękny, jak życie w czerni i bieli, gdyż dzięki temu możemy nabrać dystansu, do siebie samego, i wchłonąć świat, który z czasem staje się bezbarwny i bezlitosny, ale właśnie w ulotności jego władza nad nami. Zarówno dobre kino i wino, myślę, że pozwala nam wyzbyć się egocentryzmu, i wsłuchać się lepiej w naturę rzeczy. 


-Życie jest tylko życiem. Mówi Nana.
 -Kiedy palę papierosa, jestem odpowiedzialna, i jestem szczęśliwa. Mówi wcześniej. 


Więc, kiedy i my podnosimy kieliszek, takze jesteśmy odpowiedzialni, bo jesteśmy wolni. Ale tylko wtedy, kiedy pozwalamy winu zajrzeć w nas, nie próbując usilnie nadawać mu formy, etykiet i koncepcji. Znam takich dla których wino staje się wyznacznikiem "bycia w towarzystwie", że wino to, wino tamto, to beczka, a to kooperatywa. Nie mówiąc o ekstremistach win naturalnych, ktorzy tkają z nich złotą nić najwyższego wtajemniczenia, zapominając o tej Ariadny. O tym, że wciąż gubimy się w milionach słów, i myśli, które bez nich nie są w stanie istnieć, jak podpowiada Nanie filozof, na którego natyka się w kawiarni. Pyta: 


Pan czyta?
 -To mój zawód. Odpowiada. 


Wydawałoby się, że wszystko już zostało powiedziane, że świat to gombrowiczowska gęba. A jednak nie, bo jak mówi filozof: Życie codzienne to balansowanie między mówieniem a milczeniem. Dlatego zanurzmy swe usta wieczorem w dobrym winie, i pomilczmy trochę z nim, bo wino to cisza, która zdaje się cały czas do nas mówi. A my wciąż pozostajemy nieodgadnionym i nieskończonym labiryntem treści, formy, słowa... i milczenia.